Zawsze chciałam mieć kulę śniegowa. Z ładnym domkiem czy czymś takim. Niestety, w naszym pięknym kraju ciężko dostać takie coś. Głownie dlatego, że jeszcze ja mam wymagania, by było ładne. Też sobie wymyślam. Owszem, rynek jest przepełniony małymi, niedużymi kulami, teoretycznie śniegowymi, bo często jest tam po prostu brokat. Z brzydkimi, ze słabej jakość plastyku, domkami, koszmarnymi aniołkami czy innymi dziwnymi rzeczami. Szukałam nawet za granicą, ale nadal nigdzie nie znalazłam dużej kuli śniegowej. Do tego takiej, która by mi się podobała.
Mama Mufinka raz kupiła mi kulę. Małą, ale wyjątkowo ładną. Stoi sobie na półeczce, a ja ciągle szukam takiej dużej kuli. I w tym roku, pod choinkę [z lekkim opóźnieniem pocztowym] dostałam... kulę. No prawie.
Prawie, bo spełnia moje wymogi. Jest śliczna w środku. Ze śnieżkiem. Jest duża. I jest w słoiku! Uroczo to wygląda.
Niestety, w najbliższej okolicy takich nadal nie sprzedają. Prezent przyszedł do mnie z Japonii. A ja musiałam się nim pochwalić.
21 stycznia 2017
30 listopada 2016
Sucharki i kura
Wczoraj miałam "lekkie" problemy żołądkowe. Do tego stopnia, że pierwszy raz w życiu z takimi dolegliwościami poszłam do lekarza, oczywiście po tym, jak byłam w stanie podnieść się z łóżka [ewentualnie z podłogi w łazience]. Efektem wizyty jest L4 na całe 2 dni. Moje pierwsze L4 w tym roku. Ech...
Dzisiaj jest już dużo lepiej. Mogę patrzeć na jedzenie. Nawet to w internetach. Ale na śniadanie nie ryzykowałam i zjadłam sucharki. I tu zaczął się problem. Jadłam sucharki grzecznie, przy biurku [nie mam w pokoju stolika] i się nagle okazało, że cała podłoga jest w tych sucharkach. Stąd wniosek, że powinni dokładać do paczki sucharków odkurzacz w gratisie. A w wersji uboższej, może być kura. I tak szczerze mówiąc, to kura jest nawet lepsza i bardziej ekonomiczna. Najpierw wyje okruchy, a potem zrobi się z niej rosołek.
06 listopada 2016
Sadyści i masochiści
Doszłam do wniosku, że instruktorzy fitnessu to urodzeni sadyści. A ludzie, którzy chodzą dobrowolnie na fitness, to masochiści. Niestety, zaliczam się do tego drugiego gatunku. Jest niedziela, a ja po piątkowych zajęciach nadal ledwo chodzę [sobotnie grabienie ogródka z liści nie ma tu nic wspólnego, inne mięśnie].
Z obawą czekam na jutrzejszą zumbę i wtorkowe trampoliny.
Z obawą czekam na jutrzejszą zumbę i wtorkowe trampoliny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







